
Sali ładowali do przyczepki fachowcy, używając bata i sznurka przywiązanego do języka. Tą „starą kozacką metodę" zastosowała właścicielka stajni, lekarz weterynarii i instruktor (w jednej osobie). No comments... Klaczka straciła 50% języka i 100% zaufania do ludzi. Odnalazłem ją i wraz z właścicielem zaprosiłem na zgrupowanie do Chróst, na którym każdy z uczestników realizował ustalony ze mną swój własny plan, współpracując także z innymi. Po klaczkę pojechała ze mną licealistka Marta Jerzak - korzystająca z moich jeździeckich konsultacji od kilku lat i absolwentka pierwszego kursu Andrzeja Makacewicza -- Jeździectwo naturalne bez tajemnic. Po drodze zastanawialiśmy się, co zastaniemy... i wszystko się zgadzało. Sali odwracała się zadem do wyjścia z boksu chowając łeb do kąta i nie bardzo miała ochotę opuścić stajnię. Godzinny spacer i pastwisko zaowocowały zrozumieniem sznurkowego kantarka, jednak widok przyczepy nie zachwycał jej. Chcieliśmy zabrać ją jak najszybciej, ale bez miotły, lonży, bata albo sznurka.. Kiedy się okazało, że uwielbia gnieciony owiec - jej załadunek załatwiliśmy wypróbowanym sposobem cofając przyczepką do stajni i przymykając drzwi, tak, że trajler stał się przedłużeniem korytarza stajennego. Trocinami posypaliśmy rampę i Sali zajęta owsem w wiaderku weszła za Martą bez stresu... W Chróstach rola nauczycielki Sali przypadła Monice Kazoń, która razem z siostrą Dominiką zgłębia wszystkie dostępne szkoły jeździeckie. Sali przyjechała ze swoim <b>...</b>
myśląc o koniu
natural horsemanship