
Lepszy towar niż na Jamajce ziom Jaki stuff, masakra człowieku, dzwoń do Paxona Ej dzwoń do Paxona - Halo, Paxon? - Ta - Mamy taki stuff, że nie uwierzysz ziom - Ej dobra, to wpadamy do Bardachy, w końcu są bakacje Pełen chill, z nieba się leje żar Gorący jak grill unosi się ganji czar Pięknie się go tli, my żyjemy dla tych chwil Jaramy z naszymi ziomami aż nam braknie sił Pełen chill, z nieba się leje żar Gorący jak grill unosi się ganji czar Pięknie się go tli, my żyjemy dla tych chwil Jaramy z naszymi ziomami aż nam braknie sił To są bakacje, bucha bierze tu każdy pacjent, owacje Ziomy odbierają na moim paśmie, masz mnie Kiedy blanty wprowadzają baśnie - czuję wyraźnie man Nie ma mnie z wami, kiedy bucha nie wezmę rano Poznałeś mnie, więc poznałeś moją tożsamość I nie będę normalny, gdy nie wezmę bucha w płuco Ja będę sobą, kiedy ziomy to pokruszą Kiedy odpalam blanta mija mi chandra Tworzę ten soundtrack lajt man, dymi się z majka Wrocławska Jamajka, po parkach baka fajka Oczy na zapałkach, pełne płuco na bakacjach Spokojnie jak ambient dalej palę gandę Mam bandę, co rapsy robi nienagannie Nie na handel, nienachalnie, macha walnę Zapodam koleżce, niech spokojnie się sztachnie Rozkrusz to teraz, zroluj i zapal To chillout nie spina, kolumbijski katar Tyle słońca nareszcie, kręci się mini bat My rządzimy na mieście jak Pablo Escobar Mała podwijaj kiecę, lecę, zawijam lole jak precel Fazy hycel, smaży się sznycel Kiedy znikają ulice nie męczę się tylko Kręcę i krzyczę <b>...</b>
Reggae
Mr
1234