
Mirosław Czyżykiewicz w polskiej wersji piosenki Jaromira Nohavicy Mikimauz z płyty świat według Nohavicy Budzę się szarym świtem i chwytam się za serce czy coś tam jeszcze bije, czyżbym miał jeszcze szczęście? A może już po mnie, bo mam buty woskowane ku śmierci kołowrotek, bezsensowny ten sam ranek. Nie ma z kim, nie ma o czym, nie ma co i nie ma jak nie ma gdzie i nie ma po co, każdy jest z sobą sam. Wychudły Don Kichot siodła swą Rozynantę, a ślepy bóg za sterem prowadzi nasza łajbę. Telefon niech milczy - nagranych uczuć dramat, złe wieści jak bezpieka także przychodzą z rana. Już na wpół czujny, na wpół złapany w nocy wnyki, mógłbym się zaśmiać, lecz mam uśmiech Myszki Miki Ranki bym zniszczył. W radiu gra Chick Corea - prezenter dobry człowiek - zaprawdę jest wesoło niczym w rodzinnym grobie. Uśmiecham się jak mumia, mam wory pod oczami, różowy świt mnie nudzi, dzień nowy już nie mami. Coś mówisz o tym, co byś znów ze mną robić chciała, pomału stygnie pościel, dołki po rozgrzanych ciałach. Wszystko oblekła szarość - jak orzec czyjąś winę, drwal machnął swą siekierą, łączącą przeciął linę. Dwa łóżka jak dwa kraje dzielą pograniczne słupy, wzdłuż ozdób na tapecie ciągną się kolczaste druty. Gdy sen nadejdzie błogi, już nie męczą żadne zmory. wszak była we mnie miłość - dziś pusta złość i gorycz. Druty bym zniszczył. Przeklęta ta godzina, moment, tej chwile przelot, gdy rzeczy się wahają pomiędzy czernią a bielą, gdy jeszcze półmrok toczy odwieczną wojnę z brzaskiem <b>...</b>
Nohavica
Czyżykiewicz
Mikimauz
Myszka
Miki