
Pierwszy utwór zespołu zrealizowany z nowym wokalistą, Felicjanem Andrzejczakiem. Trafił na wydany z okazji dziesięciolecia zespołu kompilacyjny album '1974-1984', nie wiedzieć czemu nazywany czasem 'Helikopter'. ;] Na tej płycie jest to trzecia ścieżka na stronie B. Praca nad tym kawałkiem trwała kilkanaście tygodni. Jolka, Jolka, pamiętasz lato ze snu, gdy pisałaś: "Tak mi źle, urwij się choćby zaraz, coś ze mną zrób, nie zostawiaj tu samej, o nie". Żebrząc wciąż o benzynę, gnałem przez noc, silnik rzęził ostatkiem sił. Aby być znowu w tobie, śmiać się i kląć, wszystko było tak proste w te dni. Dziecko spało za ścianą, czujne jak ptak, Niechaj Bóg wyprostuje mu sny! Powiedziałaś, że nigdy, że nigdy aż tak... Słodkie były jak krew Twoje łzy. Emigrowałem z objęć twych nad ranem, dzień mnie wyganiał, nocą znów wracałem. Dane nam było słońca zaćmienie, następne będzie może za sto lat. Plażą szły zakonnice, a słońce w dół Wciąż spadało nie mogąc spaść. Mąż tam w świecie za funtem odkładał funt, na Toyotę przepiękną, aż strach. Mąż Twój wielbił porządek i pełne szkło, narzeczoną miał kiedyś jak sen. Z autobusem Arabów zdradziła go, nigdy nie był już sobą, o nie. Emigrowałem z ramion twych nad ranem, dzień mnie wyganiał, nocą znów wracałem. Dane nam było słońca zaćmienie, następne będzie może za sto lat. W wielkiej żyliśmy wannie i rzadko tak wypełzaliśmy na suchy ląd, czarodziejka gorzałka tańczyła w nas, meta była o dwa kroki stąd. Nie wiem ciągle dlaczego zaczęło się tak <b>...</b>
Budka
Suflera
Jolka
pamiętasz
Andrzejczak
Felicjan
słowa
tekst
1974
1984
greatest
hits
the
best
of
lyrics
Helikopter
poljska
glazba
Polish
music
польська
музика
польская
музыка
Poolse
Polnische
polonaise
пољска
polske
musik
música
polaca
musica
polacca
lengyel
zene