
W spektaklu "Pseudonim Anoda", zrealizowanym na podstawie sztuki Pawła Mossakowskiego, reżyser Mariusz Malec ukazuje scenę nieudanej ucieczki Rodowicza przez okno i zaraz potem widzimy go przyniesionego przez dwóch funkcjonariuszy czy raczej siepaczy "bezpieki" torturujących go w szczególnie okrutny sposób. Prócz katowania ofiary krzesłem i czym popadło jeden z oprawców kilkakrotnie zeskakuje z biurka na brzuch leżącego na podłodze Rodowicza. Oczywiście, ze skutkiem śmiertelnym. Jest tak zacietrzewiony, że mimo iż major krzyczy: "dość", ten nadal go torturuje. A potem mówi: "Zbierało się i tak mnie poniosło". W tej sytuacji sfabrykowano wersję, że niby nie wytrzymał, pękł, wsypał kolegów i popełnił samobójstwo. Ten spektakl jest ważnym głosem w sprawie przywrócenia pamięci o poruczniku Janie Rodowiczu, bohaterze "Kamieni na szaniec", akcji Pod Arsenałem, akcji odbicia pociągu pod Celestynowem, bohaterze Powstania Warszawskiego (wielokrotnie ranny) i innych działań w obronie Ojczyzny i jej suwerenności. Gdy władze PRL otrąbiły amnestię dla tych, którzy się ujawnią, zaufał i ujawnił się. Może spektakl ten przyczyni się do tego, że wreszcie zacznie się publicznie mówić o "Anodzie". I może nakręcony w ubiegłym roku film telewizyjny o Rodowiczu zostanie powtórnie wyemitowany, z tym że o jakiejś godziwej porze oglądalności, a nie - jak to zrobiono w listopadzie 2007 roku - około godziny ósmej rano. Kto wtedy ogląda telewizję?
AK
Szare Szeregi
Anoda
Zośka
Rudy
jayuhma