
Dwa piłkarskie światy. BKS Unia Bełżyce - Orlęta Radzyń Podl. 0:3 Pierwsze spotkanie "biało-zielonych" na czwartym froncie było swego rodzaju niewiadomą. Radzynianie nie znali dobrze przeciwnika, ponieważ tak naprawdę nie wiedzieli, jakim potencjałem piłkarskim dysponuje Unia Bełżyce i co przeciwstawi faworyzowanym Orlętom. Już na miejscu okazało się, że obie ekipy dzieli różnica co najmniej jednej klasy. Dzisiejszy pojedynek był typowym meczem "do jednej bramki", zakończonym ostatecznie triumfem 3:0 podopiecznych Rafała Wójcika. Wynik potyczki z Unią jest jednak bardzo mylący. "Biało-zieloni" strzelili wprawdzie przeciwnikowi trzy gole, ale jeśli zaprezentowaliby chociaż odrobinę lepszą skuteczność, mogli pokusić się nawet o wynik w granicach "dwucyfrówki". Radzynianie pudłowali dziś wręcz niemiłosiernie, seryjnie marnując okazje, które określa się popularnie mianem "setek". Taka indolencja strzelecka z pewnością Orlętom chluby nie przynosi, lecz to nie ona była po meczu tematem rozmów sympatyków gości. Pojedynek w Bełżycach zostanie zapamiętany głównie z powodu żenującej, wręcz skandalicznej organizacji spotkania (brak choćby jednego ochroniarza na stadionie!) i zamieszek, które wybuchły na trybunach w drugiej połowie. Pewne rzeczy nie przystoją niestety nawet w czwartej lidze, o czym działacze Unii chyba zapomnieli. Prawdziwym szczęściem w nieszczęsciu jest przy tym fakt, że nikomu z kibiców, piłkarzy i działaczy nic poważnego się nie stało. Michał Szczygielski
unia
bełżyce
orlęta
radzyń
podlaski
czwarta
liga
piłka
nożna